Zimowe wieczory mają swój niepowtarzalny rytm: spokój, ciepłe światło lamp, miękki koc i potrzeba czegoś aromatycznego, co rozgrzeje i wyciszy po całym dniu. Herbata idealnie wpisuje się w ten klimat. Może być intensywna i korzenna, lekka i cytrusowa, słodka jak deser albo całkowicie ziołowa. A dzięki prostym dodatkom da się ją łatwo zmienić w napój o zupełnie innym charakterze. Oto przewodnik po najlepszych zimowych herbatach, a także praktyczne pomysły na dodatki i domowe mieszanki, które są się przygotować w kilka minut.
HERBATY, KTÓRE NAJLEPIEJ SMAKUJĄ ZIMĄ
Czarna herbata z korzennymi nutami
Mocna, esencjonalna i wyjątkowo rozgrzewająca. Świetnie komponuje się z cynamonem, goździkami, kardamonem czy skórką pomarańczy. W chłodne wieczory daje poczucie przytulności, a dodanie odrobiny miodu lub plastra pomarańczy nadaje jej łagodniejszy, otulający charakter.
Imbirowy napar idealny na wychłodzenie
Kilka świeżych plastrów imbiru zalanych gorącą wodą działa szybciej niż gruby koc. Napar jest aromatyczny i lekko pikantny, ale jednocześnie naturalny i prosty. To świetny wybór po powrocie z zimnego powietrza.
Rooibos: kojący, słodki, bezkofeinowy
Rooibos pasuje na późne wieczory. Ma głęboki, miodowy aromat i pięknie łączy się z wanilią, karmelem czy cynamonem. Daje efekt miękkiego, kremowego napoju, który wycisza i ukołysze Cię do snu.
Zielona herbata jaśminowa lub cytrusowa
Lekka, ale nie chłodna. Jaśmin dodaje jej kwiatowego ciepła, natomiast cytrusowe dodatki sprawiają, że herbata staje się świeża, żywa i idealna wtedy, gdy nie chcesz pić nic ciężkiego.
Napar owocowy: śliwka, hibiskus, malina
Owocowe mieszanki to świetna opcja na zimę. Są intensywne, aromatyczne i naturalnie słodkie. Hibiskus daje lekką kwasowość, śliwka wprowadza kompotowy klimat, malina natomiast dodaje głębi i miękkiej słodyczy.
Yerba mate na wieczory, gdy trzeba działać
Nie zawsze zimowy wieczór jest spokojny. Jeśli potrzebujesz energii, ale nie chcesz sięgać po kawę, yerba mate poprawia skupienie i dodaje sił, a przy tym nie jest tak agresywna jak espresso.
Zioła na wyciszenie
Melisa, rumianek, mięta czy lawenda sprawiają, że wieczór staje się naprawdę spokojny. Herbatę w wersji zimowej najlepiej łączyć je ze skórką pomarańczy lub jabłkiem, by uniknąć mdłego smaku.
DODATKI, KTÓRE ZMIENIAJĄ ZWYKŁĄ HERBATĘ W ZIMOWY RYTUAŁ
Zimą warto trzymać pod ręką kilka podstawowych składników, które potrafią zupełnie odmienić napar. Składniki te pozwalają tworzyć własne kombinacje, dopasowane do nastroju danego wieczoru.
Imbir (świeży lub suszony) – daje ostrość i ciepło.
Cynamon w laskach – subtelnie słodzi i dodaje zimowego aromatu.
Goździki – intensywne, wystarczy 2–3 sztuki.
Skórka pomarańczy lub mandarynki – świeża lub suszona, ociepla i dodaje cytrusowej słodyczy.
Suszone jabłko – delikatnie kwaskowe, jak w kompocie.
Miód – najlepiej dodany do lekko przestudzonego naparu.
Wanilia – mały kawałek laski nadaje kremowego charakteru.
Kardamon – słodko-pikantny i bardzo aromatyczny.
Pieprz różowy – delikatnie owocowy, ciekawy dodatek do cytrusów.
Suszone maliny lub wiśnie – naturalnie słodkie i aromatyczne.
DOMOWE MIESZANKI, KTÓRE ZROBISZ W KILKA MINUT
Korzenna czarna herbata „wieczór przy kominku”
Głęboka, rozgrzewająca, o przyjemnie pikantnym finiszu.
Cytrusowo-imbirowa mieszanka na zimne dni
Świeża, lekko cierpka, energetyzująca.
Owocowo-kwiatowy napar „zimowy deser”
Intensywny, aromatyczny, idealny jako ciepła alternatywa dla kompotu.
Rooibos waniliowo-karmelowy
Delikatny, kremowy, kojący.
Ziołowa mieszanka na wyciszenie
Łagodna, ale nie mdła, idealna tuż przed snem.
Szybki domowy „chai”
Możesz parzyć na wodzie albo połączyć z ciepłym mlekiem roślinnym.
Mieszanka „śnieżny sad”
Lekka, aromatyczna, z miękką, owocową nutą.
Zimowe herbaty i dodatki pozwalają stworzyć cały wachlarz smaków od korzennych, otulających, po świeże cytrusowe i delikatne ziołowe. Wystarczy kilka prostych składników, by zwykły napar zmienił się w mały wieczorny rytuał, który rozgrzewa, uspokaja i wprowadza w atmosferę zimowego spokoju. Warto mieć pod ręką zarówno klasyczne herbaty, jak i domowe mieszanki w słoikach, wtedy każdy wieczór może smakować inaczej, ale zawsze przyjemnie. Lubicie takie herbaty? Która z nich Was zainspirowała?
Smacznego! 🫖
Zimowe wieczory często sprawiają, że nasza skóra staje się przesuszona, napięta, traci też swój naturalny blask. Chłodne powietrze, ogrzewanie w domu i ciężkie szaliki mogą podrażniać skórę, powodując dyskomfort i matowy wygląd. Jednym z najprzyjemniejszych sposobów, by temu zaradzić, jest regularny masaż twarzy. Nie tylko poprawia krążenie oraz relaksuje, ale także pozwala skórze lepiej wchłaniać kosmetyki i utrzymać zdrowy koloryt.
Dlaczego masaż twarzy jest ważny zimą?
Przygotowanie do masażu
Przed rozpoczęciem masażu warto odpowiednio przygotować skórę:
Techniki masażu na zimowe wieczory
Masaż opuszkami palców
Delikatne, okrężne ruchy opuszkami palców po policzkach, czole i brodzie pobudzają krążenie i dodają skórze promienności. Zacznij od środka twarzy i przesuwaj palce na zewnątrz, powtarzając każdy ruch 5–7 razy.
Masaż liftingujący
Ta technika pomaga wymodelować kontur twarzy, rozluźnić napięte mięśnie i nadać skórze jędrność.
Masaż punktowy pod oczami
Użyj opuszków palców, aby delikatnie uciskać punkty pod oczami. Przesuwaj je w stronę skroni krótkimi ruchami. Ten masaż redukuje opuchliznę i cienie pod oczami, nadając spojrzeniu świeżość.
Masaż relaksacyjny czoła i skroni
Masaż zmniejsza napięcie czoła, pomaga złagodzić stres i przygotowuje do spokojnego snu.
Masaż szyi i dekoltu
Szyja i dekolt, to przedłużenie twarzy i również wymagają pielęgnacji, tym bardziej, że skóra w tych miejscach jest bardziej cienka i delikatna.
Przesuwaj dłonie od podstawy szyi ku podbródkowi, zawsze ruchami w górę, by wspomóc krążenie i uniknąć grawitacyjnego obciążenia skóry.
Masaż wałkiem jadeitowym
Schłodzony wałek jadeitowy to idealne narzędzie na zimowe wieczory. Przesuwaj roller od środka twarzy na zewnątrz i w dół szyi, by pobudzić krążenie i limfę. Dodatkowy chłodny efekt łagodzi podrażnienia i napięcie skóry po dniu spędzonym na mrozie.
Jak wykonać?
Szyja - przygotowanie drenażu
Zacznij od delikatnych, długich ruchów z dołu szyi ku górze, w kierunku podbródka. To otwiera drogę do odpływu limfy i przygotowuje skórę do dalszego masażu.
Linia żuchwy
Przesuwaj duży koniec rollera od środka brody w stronę ucha, zawsze ruchem wznoszącym. Każdą sekcję powtórz 3–5 razy.
Policzki
Masuj policzki od skrzydełek nosa w stronę skroni, prowadząc rolkę płynnie, bez dociskania. Ten etap pomaga zmniejszyć obrzęki i wygładzić kontur.
Okolice pod oczami
Użyj małego końca rollera. Prowadź go od wewnętrznego kącika oka do skroni, bardzo lekko, bez nacisku. To świetne na poranną opuchliznę.
Czoło
Masuj od brwi ku górze, aż do linii włosów, a następnie prowadź roller od środka czoła na boki. Wspiera to rozluźnienie napięć mimicznych.
Nos i grzbiet nosa
Delikatnie przeciągnij małym końcem rollera w dół, co pomaga w lekki sposób uspokoić okolicę skrzydełek nosa.
Masaż płytką gua sha
Gua sha to jedna z najbardziej relaksujących technik masażu twarzy, idealna właśnie na zimne wieczory. Łączy delikatne przesuwanie chłodnej lub lekko ogrzanej płytki po skórze z masażem limfatycznym i liftingującym. Regularnie wykonywany poprawia krążenie, zmniejsza obrzęki i sprawia, że skóra wygląda znacznie bardziej wypoczęta.
Wskazówki, by masaż działał najlepiej
Technika krok po kroku (5–7 minut)
Szyja - kierunek: w górę.
Efekt: poprawa przepływu limfy i przygotowanie skóry twarzy.
Linia żuchwy - kierunek: od brody do ucha
Efekt: lekkie wysmuklenie, redukcja napięcia w szczęce.
Policzki - kierunek: od nosa do skroni
Efekt: podniesienie policzków, poprawa krążenia i kolorytu skóry.
Okolice oczu - kierunek: od wewnętrznego kącika do skroni
Efekt: zmniejszenie obrzęków i odświeżenie spojrzenia.
Czoło - kierunek: od brwi do linii włosów
Przykładaj płytkę płaską stroną i przesuwaj ją pionowo w górę.
Efekt: rozluźnienie mięśni czoła i wygładzenie skóry.
Dodatkowe wskazówki
Masaż twarzy zimą to nie tylko pielęgnacja skóry, ale też sposób na wyciszenie i relaks po dniu spędzonym na mrozie. Regularne rytuały przynoszą efekty w postaci promiennej, nawilżonej i zrelaksowanej skóry, a przy tym poprawiają samopoczucie i przygotowują ciało do odpoczynku.
Pozdrowienia! ✨

Zima to okres, w którym skóra wymaga szczególnej uwagi. Niskie temperatury, wiatr i suche powietrze z ogrzewania sprawiają, że staje się bardziej reaktywna, szybciej traci wodę, łatwiej też ulega podrażnieniom. W takich warunkach peelingi są naprawdę potrzebne, ponieważ pomagają usunąć suche skórki, odświeżyć koloryt i przygotować cerę na lepsze wchłanianie kosmetyków pielęgnacyjnych. Jednocześnie nietrudno też przesadzić, dlatego zimą ważne jest dobranie peelingu, który wspiera regenerację, zamiast ją zaburzać.
Podstawową zasadą zimowego złuszczania jest łagodne traktowanie skóry. O tej porze roku nie lubi ona ani gwałtownych zmian, ani też agresywnych formuł. Bariera ochronna skóry jest bardziej podatna na uszkodzenia, dlatego każde mocniejsze działanie może skończyć się zaczerwienieniem, pieczeniem, także szorstkością. Zimowy peeling powinien delikatnie wygładzać powierzchnię skóry, tak by usuwać martwe komórki, ale nie naruszać jej naturalnej ochrony. To nie jest czas na spektakularne metamorfozy w trzy dni, tylko na konsekwentną pielęgnację, która przynosi spokojne, ale stabilne, efekty. Na temat peelingów pisałam już kiedyś w tym poście, dziś skupmy się peelingach w okresie zimowym.
Peelingi kwasowe to bardzo obszerny temat, dlatego podlinkowałam do osobnego wpisu. Zimą można je stosować cały czas, ale należy to robić ostrożnie, dopasowując je do potrzeb cery:
Peelingi enzymatyczne to zimowy klasyk. Papaina czy bromelaina działają łagodnie, rozpuszczając martwe komórki bez tarcia i nadmiernej ingerencji. Są bardzo dobrym rozwiązaniem, jeśli skóra jest cienka, naczynkowa lub reaguje na kwasy dyskomfortem. Można je stosować regularnie, a efekty przychodzą naturalnie i bez ryzyka podrażnienia.
Pielęgnacja po peelingu
Po każdym peelingu zimą bardzo ważne jest natychmiastowe wsparcie skóry. W zimowej porze roku regeneracja po złuszczaniu jest trudniejsza, warto więc nakładać kosmetyki o prostych, kojących formułach: ceramidy, skwalan, pantenol, betaina, alantoina. Dają one skórze poczucie komfortu i pomagają odbudować barierę ochronną dzięki czemu unikniemy nieprzyjemnego ściągnięcia po myciu. Jeśli po peelingu wychodzisz na mróz, nałóż krem ochronny, który stworzy warstwę osłonową. Szczególnie ważne jest też nałożenie kremu z filtrem SPF, chociażby dlatego, że nawet najłagodniejsze kwasy zwiększają wrażliwość skóry na promieniowanie UV.
Jak często stosować peelingi?
Bardzo istotna jest częstotliwość. Zimą lepiej złuszczać skórę rzadziej, ale regularnie. Większość cer najlepiej reaguje na peeling wykonywany (w domu) raz lub dwa razy w tygodniu. Skóra szczególnie wrażliwa może potrzebować tylko jednego, bardzo delikatnego zabiegu. Najlepiej obserwować własną skórę. Jeśli po peelingu jest dłużej zaczerwieniona, zaczyna się łuszczyć lub staje się szorstka, to sygnał, że warto zwolnić.
Zimowe peelingi mogą być bezpieczne i skuteczne, jeśli zostaną dobrane z wyczuciem. Dają efekt świeżości, miękkiej i wygładzonej skóry, ale bez ryzyka przeciążenia. Dobrze dobrane złuszczanie przywraca naturalny blask, ułatwia działanie kremów i chroni przed przesuszeniem, które zimą potrafi pojawić się z dnia na dzień. A kiedy skóra jest wygładzona, ukojona i odpowiednio zregenerowana, znacznie lepiej znosi wszystkie zimowe wyzwania od mrozu po suche powietrze w biurze. Jakiego rodzaju peeling preferujecie dla swojej skóry?
Pozdrowienia! ✨

Naturalny blask skóry to coś więcej niż chwilowy efekt makijażu. To oznaka zdrowia, równowagi i pielęgnacji dopasowanej do potrzeb cery. Choć kosmetyki rozświetlające potrafią dodać twarzy świeżości, prawdziwy glow nie wymaga brokatu ani połyskującego pudru. Można go uzyskać, gdy skóra jest dobrze nawodniona, odżywiona i po prostu zadbana.
Pierwszym krokiem do takiego efektu jest właściwe oczyszczanie. Nie za mocne, ale konsekwentne. Skóra, która jest zbyt intensywnie myta agresyjnymi detergentami, szybko traci naturalne lipidy i reaguje przesuszeniem. Warto sięgać po łagodne formuły myjące, które nie pozostawiają uczucia ściągnięcia, a zamiast drażniących substancji zawierają delikatne środki pochodzenia roślinnego, np. glukozydy. Oczyszczanie twarzy ma być przygotowaniem, nie walką z cerą.
Oprócz mycia twarzy, równie istotne jest jej złuszczanie. Martwe komórki naskórka potrafią skutecznie odebrać cerze świeżość, dlatego regularne, ale delikatne peelingi są niezbędne. Enzymy z papai czy ananasa, kwasy migdałowy lub mlekowy w niskich stężeniach to sposoby, które nie podrażniają, a nadają skórze miękkość i gładkość. Gdy powierzchnia naskórka jest równa, światło odbija się od niej lepiej, a cera wygląda promiennie nawet bez makijażu.
Fundamentem naturalnego blasku jest jednak nawilżenie. Skóra pozbawiona wody staje się matowa, napięta i szara. Warto sięgać po produkty zawierające kwas hialuronowy, glicerynę, betainę, ceramidy czy skwalan. To składniki, które nie tylko wiążą wodę, ale też wzmacniają barierę hydrolipidową. Połączenie nawilżenia z delikatnym natłuszczeniem sprawia, że skóra staje się bardziej sprężysta i pełna życia.
Na nic jednak najlepszy krem, jeśli zapomnimy o ochronie przeciwsłonecznej. Promieniowanie UV to jeden z głównych czynników powodujących matowienie cery, nierówny koloryt czy nawet utratę elastyczności. Codzienne stosowanie kremu z filtrem SPF to prosty nawyk, który procentuje z każdym rokiem. Nasza skóra skóra dłużej zachowuje młodość i zdrowy połysk.
Nie można też pominąć stylu życia. Promienna cera zaczyna się od wnętrza: odpowiednie nawodnienie, sen i dieta mają tu ogromne znaczenie. Brak snu błyskawicznie odbija się na twarzy. Skóra staje się poszarzała, pozbawiona energii. Witaminy C i E, antyoksydanty, zdrowe tłuszcze z ryb, orzechów czy awokado to naturalne wsparcie dla skóry od środka. Woda i sen działają lepiej niż jakikolwiek kosmetyk.
Gdy skóra jest zadbana, nie potrzebuje makijażu, by wyglądać promiennie. Wystarczy odrobina kremu tonującego, delikatny róż i pielęgnujący balsam do ust, by podkreślić to, co naturalne. Efekt glow to nie połysk z tubki, ale rezultat spójnej pielęgnacji, cierpliwości i szacunku do własnej skóry.
Blask zdrowej skóry to nie kwestia genów ani szczęścia. To rezultat drobnych, codziennych wyborów, które z czasem składają się na wyraźną różnicę. Cera, której dajemy odpocząć, którą regularnie nawilżamy, masujemy i chronimy przed słońcem, odwdzięcza się nie tylko ładnym wyglądem, ale też większym komfortem. Nie potrzebuje już rozświetlacza, bo sama odbija światło w sposób naturalny.
W świecie, w którym wszystko chcemy przyspieszyć, pielęgnacja wymaga cierpliwości, ale właśnie ta cierpliwość daje najbardziej trwałe efekty. Promienna skóra to nie cel, który można osiągnąć w weekend. To proces, w którym uczymy się obserwować, czego naprawdę potrzebuje nasza cera. I gdy wreszcie odzyska równowagę, rozświetli się w sposób, którego nie da się naśladować żadnym kosmetykiem.
Pozdrowienia! ✨

Zima bywa bezlitosna dla włosów. Wychodzisz z domu z lekką, podniesioną u nasady fryzurą, a wracasz z pasmami przyklejonymi do skóry. Czapka chroni przed zimnem, ale jednocześnie pozbawia włosy przestrzeni, w której mogłyby zachować swój kształt. Do tego dochodzi suche powietrze w pomieszczeniach, gorące grzejniki i wilgoć na dworze. Nic dziwnego, że objętość znika szybciej, niż krem do rąk w styczniu.
Zacznijmy od pielęgnacji włosów
Włosy nie mogą być ani przeciążone, ani zbyt lekkie, bo wtedy łatwo tracą swój kształt. Zimą dobrze działa pielęgnacja, która daje elastyczność bez obciążania. Lekki szampon oczyszcza włosy, nie pozostawiając na nich filmu, a odżywka stosowana głównie na długościach zapobiega przesuszeniu, bez wpływu na unoszenie u nasady. Jeżeli włosy szybko tracą objętość, skuteczna bywa technika „odwrotnej pielęgnacji”, czyli najpierw odżywka, a dopiero po niej delikatny szampon, co pozwala zachować lekkość, a jednocześnie ogranicza puszenie i matowość.
Przygotuj włosy przed wyjściem
Równie ważna jest stylizacja. Produkty nanoszone w minimalnej ilości mogą zdziałać więcej niż ciężkie preparaty zwiększające objętość, które pod czapką często działają odwrotnie do zamierzonego efektu. W zimie najlepiej sprawdzają się mgiełki dodające sprężystości, lekkie pianki lub produkty zwiększające objętość u nasady, które nie tworzą sztywnej skorupki. Wystarczy odrobina przy korzeniach oraz bardzo dokładne suszenie, by fryzura dostała impuls do unoszenia. Ciepłe powietrze pozwala ułożyć włosy, ale na koniec warto przełączyć suszarkę na chłodny nawiew. Wtedy kształt fryzury utrwala się o wiele lepiej i nie klapnie pod czapką.
Czapka sama w sobie nie musi być wrogiem objętości, o ile jest odpowiednio dobrana. Najlepiej sprawdzają się modele wykonane z miękkich, nieuciskających materiałów, które nie przylegają ciasno do skóry i nie spłaszczają fryzury od samego początku. Ta niewielka przestrzeń między głową a tkaniną potrafi zdziałać więcej niż najbardziej skomplikowana stylizacja. Warto też unikać elektryzujących się włókien, które sprawiają, że włosy zaczynają przyklejać się do skóry lub do samej czapki.
Zimą często pojawia się też elektryzowanie, które na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z objętością, a w praktyce potrafi wszystko zepsuć. Włosy zaczynają odstawać albo wręcz przeciwnie, bo przyklejają się do skóry. Temu najlepiej zapobiega lekkie nawilżenie końcówek, chłodny nawiew suszarki na koniec i unikanie ocierania włosów o szal czy kołnierz, kiedy tylko się da.
Pozwól włosom odpocząć
Po zdjęciu czapki zamiast od razu wyciągać szczotkę warto dać włosom chwilę odpoczynku. Fryzura często potrzebuje dosłownie dwóch, trzech sekund, a w tym czasie lekkiego unipesienia palcami, potrząśnięcia głową, krótkiego przewietrzenia. To szybkie, ale skuteczne, i nie powoduje dodatkowego wygładzenia. Szczotka może zrobić idealnie gładką taflę, ale nie pomoże w objętości.
Zima nie musi oznaczać codziennej walki z oklapniętymi włosami. Wystarczy kilka drobnych nawyków jak lekka pielęgnacja przed wyjściem, dokładne suszenie, miękka czapka i chwila na poprawę po powrocie do ciepła. Włosy potrafią odzyskać sprężystość szybciej, niż się wydaje nawet wtedy, gdy spędzają większość dnia pod grubą wełnianą warstwą. Jakie masz sposoby na zachowanie fryzury?
Pozdrowienia! ✨

Zimą szyja i dolna część twarzy pracują na najwyższych obrotach. Otulamy je miękkimi golfami, szalikami i kominami, które dają ciepło, ale jednocześnie mogą prowokować zaczerwienienia, swędzenie i drobne, uporczywe wysypki. U mnie taka się wydarzyła po raz pierwszy kilka lat temu, co skończyło się wizytą u dermatologa. Najczęściej winne są drażniące włókna, zbyt ciasny splot lub sucha, źle zabezpieczona skóra. Na szczęście można temu zapobiec i nadal cieszyć się ulubionymi zimowymi dodatkami.
Najważniejsze jest przygotowanie skóry przed założeniem czegokolwiek pod szyję. Dobrze nawilżona i lekko natłuszczona skóra znacznie lepiej znosi kontakt z ciepłymi tkaninami. Warto sięgać po krem o bogatszej konsystencji, który stworzy dodatkową, niewidoczną barierę i zmniejszy tarcie. Taki film ochronny działa jak miękka warstwa amortyzująca, wtedy skóra nie ociera się bezpośrednio o włókna, więc pozostaje spokojniejsza, a uczucie ściągnięcia nie pojawia się nawet po całym dniu.
Nie bez znaczenia jest dobór materiałów. Niektóre swetry i szaliki potrafią wyglądać pięknie, ale ich skład to istna zmora wrażliwej skóry. Wełna o ostrzejszym włóknie, syntetyczne domieszki czy szorstkie sploty potrafią drażnić nawet osoby, które zwykle nie mają problemów skórnych. Lepszym wyborem są miękkie, gładkie tkaniny: kaszmir, merino o drobniejszym splocie, delikatna bawełna lub szaliki z większą ilością wiskozy. Czasem wystarczy nawet cienka, lekka warstwa pod spodem, choćby miękka bawełniana bluzka z półgolfem, aby całkowicie wyeliminować dyskomfort.
Bardzo ważna jest także pielęgnacja samego szalika. Tkaniny, które mają kontakt z twarzą, zbierają makijaż, sebum i drobne zabrudzenia z płaszcza. Pranie ich rzadziej niż powinniśmy sprzyja podrażnieniom i pogorszeniu stanu skóry. Regularne odświeżanie dodatków tak, jak jest napisane na metce, sprawia, że ich włókna są bardziej miękkie, a kontakt ze skórą delikatniejszy. To szczególnie ważne zimą, kiedy nosimy te same rzeczy niemal codziennie.
Warto też pamiętać o prostych gestach, które przynoszą odczuwalną ulgę. Gdy wracamy do domu, dobrze jest dać skórze chwilę oddechu: zdjąć golf, rozluźnić szalik i pozwolić ciepłu zepsuć nadmiar wilgoci gromadzącej się pod materiałem. Suchy, ciepły dom to odpowiedni moment, kiedy można nałożyć kojący krem z ceramidami lub łagodzący balsam, by skóra szybciej wróciła do równowagi.
Podrażnienia od golfów i szalików nie muszą być nieuniknioną zimową tradycją. Odpowiednia pielęgnacja, świadomy wybór materiałów oraz regularne dbanie o dodatki sprawiają, że skóra pozostaje gładka i spokojna, a ulubione zimowe ubrania oraz dodatki nosi się z prawdziwą przyjemnością. Kiedy odstawiłam ubrania z marnym składem, problemy ze skórą odczepiły się ode mnie. Warto pomyśleć nie tylko o pięknym szaliku czy golfie, ale też o zdrowiu własnej sk
Pozdrowienia! ✨

Zimna pora roku jest dla makijażu dość wymagającym okresem. Grube szaliki, golfy i ciepłe kurtki ocierają się o skórę, ścierają podkład i pozostawiają ślady na ubraniach. Na szczęście można temu zaradzić, jeśli podejdziemy do makijażu strategicznie i delikatnie. Podstawą jest odpowiednie nawilżenie skóry. Zimą szybciej traci ona wilgoć, a suche miejsca powodują, że podkład osiada nierówno i łatwiej się ściera. Lekki krem lub serum, które szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż, jednocześnie chroniąc skórę nie tylko przed chłodem, ale również ogrzewaniem.
Podkład zimą warto stosować lekki i kremowy, najlepiej taki, który wyrównuje koloryt, ale nie obciąża skóry. Grube, kryjące warstwy szybciej się ścierają, zwłaszcza na dolnej części twarzy, która ociera się o szalik czy golf. Jeśli szyja jest schowana, nie ma sensu nakładać podkładu akurat tym miejscu. Dzięki temu makijaż utrzyma się dłużej i nie powstaną ślady na ubraniu. Korektor stosujemy tylko tam, gdzie naprawdę jest potrzebny, pod oczami, przy skrzydełkach nosa lub na drobnych niedoskonałościach.
Dolna część twarzy często jest schowana, dlatego warto przenieść uwagę na górną część twarzy. Oczy i brwi przyciągają wzrok i nadają twarzy świeżości. Wyraziste brwi, delikatnie podkreślone powieki i kreska na linii rzęs sprawiają, że nawet jeśli policzki są lekko zaczerwienione od mrozu, twarz wygląda promiennie. Dobrze jest postawić na wodoodporne produkty, które nie rozmażą się przy zmianach temperatury.
Delikatny rumieniec na policzkach przywraca naturalny wygląd i dodaje zdrowego blasku. Kremowy róż nałożony palcami lub gąbeczką wtapia się w skórę i nie zostawia ostrych granic, nawet gdy część policzka chowa się pod kołnierzem. Naturalne zaczerwienienia od zimna nie wymagają zakrywania, a w połączeniu z makijażem oczu tworzą świeży efekt.
Na koniec makijaż delikatnie utrwalamy lekkim pudrem lub mgiełką utrwalającą, pamiętając, żeby nie przesadzać w okolicach podbródka i dolnych policzków, które ocierają się o tkaninę. W ciągu dnia przydadzą się drobne poprawki. Puder kompaktowy, błyszczyk i mała kredka do oczu pozwolą odświeżyć makijaż bez konieczności pełnej korekty.
Usta warto podkreślić produktami o lekkiej, pielęgnującej formule. Balsamy, masełka i lekkie tinty odbijają się mniej na szalikach i lepiej znoszą ocieranie niż matowe szminki. Można też nałożyć odrobinę błyszczyka na środek ust, by optycznie je powiększyć i nadać im zdrowego blasku.
Najlepszym sposobem do udanego makijażu w zimnym sezonie jest mniej warstw, kremowe konsystencje, akcent na oczy i usta oraz lekki rumieniec na policzkach. Dzięki tym prostym zasadom twarz wygląda świeżo i naturalnie nawet pod grubym golfem czy szalikiem. Zima może być wymagająca dla makijażu, ale przy odpowiednim podejściu można wyglądać elegancko, promiennie i zadbanie przez cały dzień.

Ostatnio dość często pisałam na temat pielęgnacji wsSapominając różne problemy jakie mogą towarzyszyć, kiedy już jest zimno, czy w czasie menopauzy. W swojej pielęgnacji miałam wiele wspaniałych kremów zarówno pod oczy jak i do twarzy, ostatnio jest to seria kremów Merveillance Lift Nuxe która jest ze mną już drugi miesiąc.
Oba produkty są pięknie zapakowane, kartonik ma taką samą szatę graficzną jak słoiczek czy tubka. Na obu nie brakuje ważnych informacji zarówno na temat producenta jak i samego produktu. Na kartoniku jest ich znacznie więcej. Ważne jest, że oba kremy są wegańskie, czyli w żaden sposób nie testowane na zwierzętach. Zawierają 97% składników pochodzenia naturalnego.